| |
|
W najnowszym numerze |
 |
|
Kleń, groch i praca domowa
|
|
|
Chyba nic tak nie wpływa na wyniki łowienia, jak zawczasu odrobiona praca domowa, czyli poczynione przygotowania. Dla jednych uciążliwy obowiązek, dla innych dodatkowy urok – zawsze jednak jest to niezbędny element wędkarskich wypraw, bez którego rzeka rzadko jest hojna.
Opowieści
przygodnie poznanych wędkarzy o wielkich kleniach, a także sporadyczne kleniowe
przyłowy budziły moją ciekawość i skłaniały do podejmowania wielokilometrowych
wędrówek brzegiem urokliwej podkarpackiej rzeki. Wędrówek bez wędki,
oczywiście. Tak właśnie należy poznawać rzekę: najpierw sumienne rozpoznanie, w
którym wędkarskie manatki zwyczajnie przeszkadzają, zwłaszcza wobec
konieczności częstego nurkowania w nadbrzeżne chaszcze. Ponadto pokażcie mi
wędkarza, któremu na widok „pachnącej rybą” miejscówki będzie się chciało ją
opuścić i ruszać dalej... Tak więc
wędrowałem sobie brzegiem Sanu, który właśnie uspokoił się po bieszczadzkich
roztopach, rozkoszowałem się wiosennym słońcem, buszowałem w nadbrzeżnych
zaroślach i „na oko” oceniałem łowiska, skrzętnie zapamiętując wszystkie
ciekawsze miejsca. Celem
tych wypraw było zlokalizowanie potencjalnych stanowisk kleni. Wiadomo
skądinąd, że kleniska wiosną przy podniesionym stanie wody gremialnie podchodzą
pod brzeg, choć nie aż tak blisko jak jazie (wchodzące czasem wręcz między
zalane krzaki). Dobrze więc wiedziałem, czego szukać i na co patrzeć. Kleń,
jako się rzekło, podchodzi pod brzeg, szukając wypłukanego z niego pokarmu, ale
nadal trzyma się skraju prądu. Potrzebowałem więc miejsca, w którym główny nurt
podchodzi niezbyt blisko pod brzeg, ale jednocześnie coś go zaburza i
wstrzymuje. Warto
wiedzieć, że na tym odcinku Sanu ostróg nie ma nawet jak na lekarstwo. Za to
brzegi gdzieniegdzie umocniono usypanymi z głazów opaskami i właśnie jedna z
nich wyjątkowo wpadła mi w oko. Właściwie zaś to nie sama opaska, tylko
kilkunastometrowy fragment koryta poniżej jej zakończenia.Ciag dalszy artykułu o pracy domowej nad kleniami i co z niej wynikło - w najnowszym numerze WMH.
Zapraszamy też do przeczytania innego naszego artykułu o kleniowych podchodach.
|
|
Wróć
|
|
|