Tegoroczna zima jest wyjątkowo łaskawa dla wędkarzy przemierzających zamarznięte tafle jezior. Pokrywa lodowa utrzymuje się już od połowy grudnia minionego roku i za nami ponad dwa miesiące tropienia ryb z przerębli. Okres pierwszych lodów, uważany za najlepszy czas do połowu okoni, mamy już za sobą.
Środek
zimowego sezonu jest z kolei okresem, w którym ryby, a zwłaszcza okonie,
zachowują się bardzo kapryśnie. I właśnie teraz nadchodzi moment, w którym duże
garbusy stają się osiągalne dla wędkarzy. Marzec zwiastuje zbliżającą się
wiosnę, ale ostatnie lody świadczą o trwającej wciąż, choć kończącej się zimie.
To doskonały czas, żeby zapolować na największe garbusy. Największe, czyli ryby
powyżej kilograma, a przy odrobinie szczęścia można będzie się pochwalić okazem
półtora-, a może nawet dwukilogramowym. Polując
na grube okonie, używam zestawów przeznaczonych do łowienia mormyszką. Zwykle
na wyprawę zabieram dwie wędki. Obie mają 60 cm długości, różnią się natomiast
ugięciem. Wędki uzbrajam w małe kołowrotki specjalnie zaprojektowane do tej
metody. Jakość kołowrotka ma niebagatelne znaczenie. Z uwagi na małą
amortyzację wędek podlodowych oraz cienkie żyłki większość obciążenia po nagłym
zrywie ryby przejmuje na siebie hamulec kołowrotka. Delikatniejszą wędką łowię
z żyłką 0,12 mm, natomiast mocniejszą – z żyłką 0,14 mm. Najlepsze żyłki do
łowienia spod lodu to te przeznaczone do robienia zestawów w wyczynowym
wędkarstwie spławikowym. Żyłki te są miękkie, a podane przez ich producentów
średnice są zgodne z rzeczywistością. Niektórym wędkarzom może się wydać, że te
żyłki są zbyt grube do finezyjnego łowienia mormyszką (przypominam, że
nastawiamy się na duże okonie). Ryby o masie półtora kilograma walczą bardzo
zaciekle, nierzadko kilka minut. Zbyt cienka żyłka może się okazać za słaba w
starciu z wyrośniętym garbusem.
Ciąg
dalszy rozważań Michała Krzyżanowskiego o sprzęcie i technice połowu okoni na ostatnim
lodzie znajdziesz w najnowszym wydaniu WMH. Zobacz
też inny artykuł o łowieniu pod lodem.
|