Najważniejszy
jest urok tych dzikich miejsc. Ryby są deserem. Nawet niewielki okoń z bagienka
daje mi ogromną frajdę. W moich
ulubionych stawkach żyją krasnopióry, linki, płoteczki, karasie oraz miliony
żab. Jedynymi drapieżnikami są w nich okonie. Rzadko trafiają się
30-centymetrowe sztuki. Najczęściej moją zdobyczą są ryby 15–20-centymetrowe.
To maleństwa ale za to jak są ubarwione! Ciemnooliwkowe boki, krwistoczerwone
płetwy i czarne jak smoła pręgi. Łowię je z pasją, gdyż są jedynie
uzupełnieniem czarodziejskiego uroku bagienek, swoistą przyprawą duchowej
uczty. Z pewnością wiecie, co mam na myśli.
Oczko w
oczku
Moje
stawki są położone blisko wielkiego miasta, a mimo to rzadko spotykam przy nich
wędkarzy. Są gęsto porośnięte roślinnością wodną, zarówno zanurzoną, jak i
wynurzoną. Latem w wielu z nich nie da się wędkować, gdyż woda ginie pod
kobiercem zielonej rzęsy. Ale w kilku z nich łowić można zawsze. Brzegi
stawków porasta zwarty, szeroki pas trzcin. To wrota do dzikiego świata
bagienek, płytkiej wody, łanów roślin, nielicznych oczek czystej wody. Trzeba
się przez nie przebić w spodniobutach i ostrożnie zanurzyć nogi w mule. Bardzo
ostrożnie. A potem
wystarczy już tylko patrzeć. I słuchać: kumkania żab, odgłosów kniei, plusku
beztrosko baraszkujących krasnopiórek. I patrzyć, gdzie by tu wstawić przynętę.
Nie zarzucić, bo na to najzwyczajniej nie ma miejsca. Tylko wstawić. Czasem w
półmetrowe oczko w roślinach, czasem w 5-centymetrową wyrwę przy brzegu. Czasem
trzeba się przebić przez rzęsę przy zatopionej gałązce, czasem odsunąć
szczytówką przeszkadzający liść grzybienia.
W stawkach
jest płytko – metr wody z niewielkim okładem. Dno jest miękkie, nie można na
nim położyć przynęty, bo haczyk natychmiast zaczepia o rośliny. A wyciągane z
wody zielsko płoszy ryby. Nawet niewielkie okonie.
Naturalnie
brudne
Pasiaczki-bagniaczki
nie są wybredne. Biorą natychmiast, gdy zobaczą przynętę – jeśli akurat są w
pobliżu wybranego oczka. Łowi się je calowymi twisterkami w brudnych kolorach.
Biorą też na jaskrawe seledyny, ale w ciemnej wodzie wręcz „nie wypada"
takich stosować. Wyglądają nienaturalnie w tak dzikim miejscu. Brązowe
gumki zbroję 2-gramowymi główeczkami. Bez żadnych antyzaczepów. Jeśli zaczepię
o coś na dnie, to zwykle nie mam problemu z wyjęciem zielska lub gałązki. A jak
czasami coś urwę, to trudno.Gumkę
prowadzę skokami. Właściwie trudno mówić o prowadzeniu wabika w
kilkudziesięciocentymetrowym oczku, ale podciągam gumę do góry i pozwalam jej
opaść na dno. Czasem można wykonać jedynie 2–3 skoki i twister już jest na
skraju roślin. Ale najczęściej to wystarcza, by okoń uderzył z opadu. Puknięcie
jest lekkie, ale wyraźne. Nieduże pasiaki czasem nie trafiają w przynętę. Atakują
jednak po kilka razy, do końca. Przyginam
grot haczyka. Nie zabieram okoni, nawet jak trafi mi się kilka patelniaków.
Znowu nie wypada. A że maluchy są zachłanne, to zażerają twisterki głęboko.
Albo przygniatają je pyskiem do dna, albo mają „zeza" i zapinają się
bardzo dziwacznie. Haczyk bez zadzioru pozbawia mnie stresu przy wyczepianiu
zdobyczy. I widoku okonka konającego przy powierzchni oczka. Do zagięcia grotu
wystarczą zwykłe cążki i dosłownie jeden ruch ręką. Kłopot żaden. Gorąco
polecam. A jak pasiaczek spadnie z haczyka? To nic, za chwilę weźmie kolejny.
Nawet w
rowkach
Moje
bagienka są połączone wąskimi rowkami. Woda w nich płynie ledwie zauważalnie.
Rowki, podobnie jak stawki, są bogato porośnięte roślinami. I tu w wielu
miejscach latem nie da się wędkować. Jednak i
w rowkach również można znaleźć oczka wolnej wody. I okonie, a raczej okonki.
Łowi się je tak samo jak na bagienkach. Ale przed przynętę zakładam przypon
metalowy, niekiedy bowiem trafiają się szczupaki – równie niewielkie jak okonie,
ale zęby mają bardzo ostre. Przypony robię z plecionki wolframowej. Zagina się
i skręca, to prawda, ale jest miękka i cieniutka. Przypony
mają długość ok. 30 cm. Robię je sam. Na jednym końcu przywiązuję krętlik.
Drugi koniec dowiązuję bezpośrednio do główki twisterka. Nic skomplikowanego, a
w pełni zabezpiecza i zestaw, i rybę. No i taki przypon jest subtelny. Tak jak
subtelny jest urok moich bagienek i łączących je rowków. Tomasz
Wojda Fot. autor, O. Portrat
|