Turystyka
Jedź z nami na ryby
Czytelnia
Artykuły
Porada tygodnia
Artykuły sponsorowane
Zasady połowu ryb
Filmy na DVD
Oferta filmów
Fishing TV
SpołecznoŚci wędkarskie
Wędkarze piszą o sobie
Katalog firm
Akcesoria
Usługi
Dystrybucja
Gdzie kupić WMH?
Pogoda
Sprawdź
Galeria
Galeria zdjęć
Galeria filmowa
Pogawędki
Podyskutuj na forum!
Nasze bannery
Ściągnij nasze bannery
Reklama
Cennik
Wasza galeria

Newsletter
  Chcesz być na bieżąco informowany o nowościach na naszej stronie. Dopisz się do listy.
 
Dodaj Usuń  
 
Nasza galeria
 

 
Kalendarz z Natalią

WMH - film promocyjny

Zobacz film
QuickTime
Ankieta
Co jest dla Ciebie głównym źródłem informacji o nowościach w branży wędkarskiej?
czasopisma wędkarskie

fora dyskusyjne na portalach wędkarskich

newslettery serwisów wędkarskich

filmy wędkarskie


Reklama
 




 
Inne nasze czasopisma
 
 
 
   Czytelnia
Pasiaki z bagien
17-07-2009


Zawsze z pasją odkrywałem niewielkie oczka wodne zagubione pośród łąk lub lasów, bądź też rozmaite rowy i strugi odprowadzające wodę z terenów podmokłych lub łączące owe stawki. I do dziś to lubię. Wprawdzie nie są to łowiska rekordowych okazów, ale tutaj wielkość zdobyczy nie ma znaczenia.

Najważniejszy jest urok tych dzikich miejsc. Ryby są deserem. Nawet niewielki okoń z bagienka daje mi ogromną frajdę.
W moich ulubionych stawkach żyją krasnopióry, linki, płoteczki, karasie oraz miliony żab. Jedynymi drapieżnikami są w nich okonie. Rzadko trafiają się 30-centymetrowe sztuki. Najczęściej moją zdobyczą są ryby 15–20-centymetrowe. To maleństwa ale za to jak są ubarwione! Ciemnooliwkowe boki, krwistoczerwone płetwy i czarne jak smoła pręgi. Łowię je z pasją, gdyż są jedynie uzupełnieniem czarodziejskiego uroku bagienek, swoistą przyprawą duchowej uczty. Z pewnością wiecie, co mam na myśli.

Oczko w oczku

Moje stawki są położone blisko wielkiego miasta, a mimo to rzadko spotykam przy nich wędkarzy. Są gęsto porośnięte roślinnością wodną, zarówno zanurzoną, jak i wynurzoną. Latem w wielu z nich nie da się wędkować, gdyż woda ginie pod kobiercem zielonej rzęsy. Ale w kilku z nich łowić można zawsze.
Brzegi stawków porasta zwarty, szeroki pas trzcin. To wrota do dzikiego świata bagienek, płytkiej wody, łanów roślin, nielicznych oczek czystej wody. Trzeba się przez nie przebić w spodniobutach i ostrożnie zanurzyć nogi w mule. Bardzo ostrożnie.
A potem wystarczy już tylko patrzeć. I słuchać: kumkania żab, odgłosów kniei, plusku beztrosko baraszkujących krasnopiórek. I patrzyć, gdzie by tu wstawić przynętę. Nie zarzucić, bo na to najzwyczajniej nie ma miejsca. Tylko wstawić. Czasem w półmetrowe oczko w roślinach, czasem w 5-centymetrową wyrwę przy brzegu. Czasem trzeba się przebić przez rzęsę przy zatopionej gałązce, czasem odsunąć szczytówką przeszkadzający liść grzybienia.

W stawkach jest płytko – metr wody z niewielkim okładem. Dno jest miękkie, nie można na nim położyć przynęty, bo haczyk natychmiast zaczepia o rośliny. A wyciągane z wody zielsko płoszy ryby. Nawet niewielkie okonie.


Naturalnie brudne

Pasiaczki-bagniaczki nie są wybredne. Biorą natychmiast, gdy zobaczą przynętę – jeśli akurat są w pobliżu wybranego oczka. Łowi się je calowymi twisterkami w brudnych kolorach. Biorą też na jaskrawe seledyny, ale w ciemnej wodzie wręcz „nie wypada" takich stosować. Wyglądają nienaturalnie w tak dzikim miejscu.
Brązowe gumki zbroję 2-gramowymi główeczkami. Bez żadnych antyzaczepów. Jeśli zaczepię o coś na dnie, to zwykle nie mam problemu z wyjęciem zielska lub gałązki. A jak czasami coś urwę, to trudno.Gumkę prowadzę skokami. Właściwie trudno mówić o prowadzeniu wabika w kilkudziesięciocentymetrowym oczku, ale podciągam gumę do góry i pozwalam jej opaść na dno. Czasem można wykonać jedynie 2–3 skoki i twister już jest na skraju roślin. Ale najczęściej to wystarcza, by okoń uderzył z opadu. Puknięcie jest lekkie, ale wyraźne. Nieduże pasiaki czasem nie trafiają w przynętę. Atakują jednak po kilka razy, do końca. Przyginam grot haczyka. Nie zabieram okoni, nawet jak trafi mi się kilka patelniaków. Znowu nie wypada. A że maluchy są zachłanne, to zażerają twisterki głęboko. Albo przygniatają je pyskiem do dna, albo mają „zeza" i zapinają się bardzo dziwacznie. Haczyk bez zadzioru pozbawia mnie stresu przy wyczepianiu zdobyczy. I widoku okonka konającego przy powierzchni oczka. Do zagięcia grotu wystarczą zwykłe cążki i dosłownie jeden ruch ręką. Kłopot żaden. Gorąco polecam. A jak pasiaczek spadnie z haczyka? To nic, za chwilę weźmie kolejny.

Nawet w rowkach

Moje bagienka są połączone wąskimi rowkami. Woda w nich płynie ledwie zauważalnie. Rowki, podobnie jak stawki, są bogato porośnięte roślinami. I tu w wielu miejscach latem nie da się wędkować.
Jednak i w rowkach również można znaleźć oczka wolnej wody. I okonie, a raczej okonki. Łowi się je tak samo jak na bagienkach. Ale przed przynętę zakładam przypon metalowy, niekiedy bowiem trafiają się szczupaki – równie niewielkie jak okonie, ale zęby mają bardzo ostre. Przypony robię z plecionki wolframowej. Zagina się i skręca, to prawda, ale jest miękka i cieniutka.
Przypony mają długość ok. 30 cm. Robię je sam. Na jednym końcu przywiązuję krętlik. Drugi koniec dowiązuję bezpośrednio do główki twisterka. Nic skomplikowanego, a w pełni zabezpiecza i zestaw, i rybę. No i taki przypon jest subtelny. Tak jak subtelny jest urok moich bagienek i łączących je rowków.


Tomasz Wojda
Fot. autor, O. Portrat

 


Wróć


Dodaj komentarz:
Twój nick:
Komentarz:
 

- R E K L A M A -



© 2006 - 2010 by Twoje Media Sp. z o.o. | Wszystkie prawa zastrzeżone. |Designed by DesignMediaSolutions
Kołobrzeg apartamenty

Targi 2010 Casting