Mam kilka feederów średniej mocy, w których szczytówka
faktycznie odgrywa rolę sygnalizatora brań, oraz dwa bardzo mocne, w których
szczytówka jest jedynie przedłużeniem blanku, mówiąc prościej – kilowy leszcz
nie zrobi na niej żadnego wrażenia. Dziś opiszę mój sprzęt i zanęty, za pomocą
których kuszę rzeczne leszcze.
NOCNE LESZCZE
Łowisko wybieram w dużym głębszym międzytamiu, umieszczając
przynętę na granicy nurtu i stojącej wody. Ta granica miewa różną szerokość i
głębokość, co zależy od rzeki. Zarzucam daleko, dlatego stanowisko muszę mieć
wygodne i suche, a za plecami przestrzeń na półtorej długości kija. Używam
najmocniejszych wędzisk, jednak na tyle elastycznych, że ułatwiają mi
precyzyjne i wygodne rzucanie ciężkim zestawem. Leszcze wpływają w tę
strefęwody tylko na chwilę. Aby je tam zatrzymać, używam odżywczej aromatycznej
zanęty leszczowej. Przygotowuję jej dużo, bo z 3–4 kg mieszanki firmowej.
Dodaję do niej melasę, białe robaki i ochotkę, często także płynny atraktor
przeznaczony dla leszczy i współgrający z zanętą. Skuteczną zanętę można
sporządzić na bazie kukurydzy konserwowej – do wyrabiania zanęty należy dodać
zmiksowane ziarna z zalewą, a na końcu wsypać kilka puszek całych ziaren. Wtedy
nie trzeba nawaniać zanęty innymi zapachami. Nadmiar ziaren rozbija kule.
Zamiast robaków można przygotować parzoną pszenicę i nawonić ją dipem ochotki
lub czerwonych robaków, a całość dosmaczyć karmelem lub melasą. Taka mieszanka
również zatrzyma leszcze na dłużej. Gdy łowisko jest oddalone, do umieszczania
zanęty używam bardzo mocnej procy. Wtedy część zanęty przygotowuję z myślą o
kulach – dodaję kleju lub gliny wiążącej. W pierwszej fazie łowienia obficie
zanęcam, po czym donęcam, strzelając 2–3 kulkami co 20 minut. W zestawie mocuję
koszyk zanętowy mocno obciążony, z otwartym dnem. Jeżeli w ściągniętym koszyku
pozostaje zanęta, należy zmienić jej spoistość, bo nie spełnia swojego zadania.
Żyłkę główną mam niewyszukaną, o średnicy 0,24–0,26 mm. Przypony natomiast są
markowe, wiązane z plecionki o średnicy 0,04 mm, długości 25 cm. Haczyki mam mocne
samozacinające w rozmiarach od 8 do 12. Rozmiar jest dobrany do przynęty i
aktywności leszczy (haczyki te można również nabyć wiązane na
100-centymetrowych przyponach w różnych grubościach – to dobra oferta dla osób
np. ze słabym wzrokiem). Gdy leszcze biorą ostrożnie, zakładam najmniejsze
haczyki. Jeśli ryby wpłyną na płytką wodę, zmieniam koszyki na znacznie lżejsze
lub zastępuję je oliwką i intensywnie donęcam małymi kulkami.

NURTOWE LESZCZE
Szukam ich w nurcie, którego uciąg i głębokość mają średnią
wartość w rzece. Rybne nurty znajdują się na odcinku, gdzie skręcający główny
nurt lekko napiera na brzeg, a po wewnętrznej stronie tworzy się połać
spokojniejszej wody przy dzikim brzegu. Używam tej samej zanęty i atraktora co
w nocnym wędkowaniu. Mieszankę wyrabiam z gliną w proporcji 1:1, a jeśli nurt
jest wyjątkowo słaby – udział gliny zmniejszam do minimum. Kule mają wielkość
dużego jabłka i są solidnie sklejone. Podaję je kilka metrów powyżej zarzucania
zestawu. Nurt jest w sam raz, gdy nie znosi koszyka o wadze 50–80 g (zależnie
od wielkości rzeki). Zanęta musi być przesiana i dobrze wyrobiona, podawana w
koszykach z dnem zamkniętym, ale z dużymi otworami. Tutaj używam
najdrobniejszej pinki, zawsze martwej (parzę ją lub mrożę). Brania są szybkie i
mocne, raz poderwany zestaw szybko się przemieszcza uniesiony nurtem. Leszcze są
bardzo waleczne i energicznie trzepocą na wędce. Wiele z nich spada z haczyka.
Zamiast grubej głównej żyłki zakładam plecionkę o średnicy 0,10 mm. Dzięki jej
małej średnicy znacznie zmniejszam napór wody na linkę, co stabilizuje koszyczek.
Przypony wiążę z tonącej plecionki przyponowej
średnicy 0,04 mm. Długość przyponów może być rozmaita i dlatego wiążę je
na łowisku – 15 cm wówczas, gdy ryby biorą agresywnie, 35 cm – gdy są grymaśne
oraz gdy w łowisko wpłynęły jazie i klenie. Aby nierozciągliwy zestaw lub
brzana nie rozgięły haczyka, używam bardzo mocnego modelu z łopatką, w
rozmiarze 12. W strefie ujścia dopływu bez trudu wysondujemy obszerne zagłębienie.
Warto zarzucić lżejszy zestaw feederowy na wyjście z zagłębienia lub na
początek. Zanętę w kulach zarzucam ręką, koszyczki mam szerokie otwarte, a
przypony długie do 50 cm.

WĘDRÓWKI PO RZECE
W czasie niżówki zakładam spodniobuty, do torby pakuję: zapasowe
przypony, spławiki 6-gramowe i szpule małego kołowrotka, haczyki nr 14 na
przyponach długości 30 cm, oliwki z koszulkami igelitowymi o różnej wadze,
krętliki, zasobnik z białymi robakami, 2 kg urobionej zanęty z gliną oraz 1 kg
parzonej pszenicy w osobnym woreczku. Następnie uzbrajam 6-metrową spławikową
wędkę. Oto cały mój arsenał. W ciągu dnia leszcze trzymają się nurtu, zwłaszcza
na okresowo płytkim odcinku rzeki. Na pierwszy ogień biorę spowolnienia za
przykosami, bo tam żerują nie tylko leszcze. Nie brodzę po jęzorze piachu, lecz
poniżej rantu, tu dno zawsze jest twarde. Zatrzymuję się, gdy woda sięga do
połowy bioder, zanęcam kilkoma kulkami parę metrów poniżej rantu, jak najbliżej
nurtu. Po 15 minutach dorzucam kilka kulek. Jeśli leszcze tam stoją, brania mam
w ciągu dwudziestu minut. Wyborne łowisko leży w międzytamiu. Brodząc, dochodzę
w okolice napływu, zatrzymuję się 20–25 m powyżej tamy i rzucam kilka kulek na
granicę spokojnej i nurtowej wody. Potem sypię kilka garści ziaren, które
rozwleczone przez wodę prowokują leszcze do szukania ich na dużym obszarze.
Zestaw zarzucam powyżej stanowiska, układam go i prowadzę spływem aż do tamy –
tu często mam brania na przytrzymany zestaw. Lubię łowić w wolnym nurcie, o
średniej głębokości 150 cm. Szukam płytszego miejsca w nurcie, staję w nim i
spławiam zestaw poniżej siebie lub rzucam kilka metrów prostopadle w kierunku
środka nurtu. Tutaj nęcę kulami nieco większymi, wrzucając po dwie i donęcając
dwiema garściami ziaren – rzucam je dwa metry powyżej kul.
BOGDAN FEBER Fot. autor, archiwum, M. Firlej
|