Turystyka
Jedź z nami na ryby
Czytelnia
Artykuły
Porada tygodnia
Artykuły sponsorowane
Zasady połowu ryb
Filmy na DVD
Oferta filmów
Fishing TV
SpołecznoŚci wędkarskie
Wędkarze piszą o sobie
Katalog firm
Akcesoria
Usługi
Dystrybucja
Gdzie kupić WMH?
Pogoda
Sprawdź
Galeria
Galeria zdjęć
Galeria filmowa
Pogawędki
Podyskutuj na forum!
Nasze bannery
Ściągnij nasze bannery
Reklama
Cennik
Wasza galeria

Newsletter
  Chcesz być na bieżąco informowany o nowościach na naszej stronie. Dopisz się do listy.
 
Dodaj Usuń  
 
Nasza galeria
 

 
Kalendarz z Natalią

WMH - film promocyjny

Zobacz film
QuickTime
Ankieta
Co jest dla Ciebie głównym źródłem informacji o nowościach w branży wędkarskiej?
czasopisma wędkarskie

fora dyskusyjne na portalach wędkarskich

newslettery serwisów wędkarskich

filmy wędkarskie


Reklama
 




 
Inne nasze czasopisma
 
 
 
   Czytelnia
Skarb naszych wód
19-06-2009


Leszcze są skarbem naszych łowisk, bo można je łowić wszędzie i na wszystko, sprzętem markowym i „no name”. Ja przez dwadzieścia lat łowienia leszczy ukierunkowałem się na feeder i klasyczną przepływankę.

Mam kilka feederów średniej mocy, w których szczytówka faktycznie odgrywa rolę sygnalizatora brań, oraz dwa bardzo mocne, w których szczytówka jest jedynie przedłużeniem blanku, mówiąc prościej – kilowy leszcz nie zrobi na niej żadnego wrażenia. Dziś opiszę mój sprzęt i zanęty, za pomocą których kuszę rzeczne leszcze.

NOCNE LESZCZE

Łowisko wybieram w dużym głębszym międzytamiu, umieszczając przynętę na granicy nurtu i stojącej wody. Ta granica miewa różną szerokość i głębokość, co zależy od rzeki. Zarzucam daleko, dlatego stanowisko muszę mieć wygodne i suche, a za plecami przestrzeń na półtorej długości kija. Używam najmocniejszych wędzisk, jednak na tyle elastycznych, że ułatwiają mi precyzyjne i wygodne rzucanie ciężkim zestawem. Leszcze wpływają w tę strefęwody tylko na chwilę. Aby je tam zatrzymać, używam odżywczej aromatycznej zanęty leszczowej. Przygotowuję jej dużo, bo z 3–4 kg mieszanki firmowej. Dodaję do niej melasę, białe robaki i ochotkę, często także płynny atraktor przeznaczony dla leszczy i współgrający z zanętą. Skuteczną zanętę można sporządzić na bazie kukurydzy konserwowej – do wyrabiania zanęty należy dodać zmiksowane ziarna z zalewą, a na końcu wsypać kilka puszek całych ziaren. Wtedy nie trzeba nawaniać zanęty innymi zapachami. Nadmiar ziaren rozbija kule. Zamiast robaków można przygotować parzoną pszenicę i nawonić ją dipem ochotki lub czerwonych robaków, a całość dosmaczyć karmelem lub melasą. Taka mieszanka również zatrzyma leszcze na dłużej. Gdy łowisko jest oddalone, do umieszczania zanęty używam bardzo mocnej procy. Wtedy część zanęty przygotowuję z myślą o kulach – dodaję kleju lub gliny wiążącej. W pierwszej fazie łowienia obficie zanęcam, po czym donęcam, strzelając 2–3 kulkami co 20 minut. W zestawie mocuję koszyk zanętowy mocno obciążony, z otwartym dnem. Jeżeli w ściągniętym koszyku pozostaje zanęta, należy zmienić jej spoistość, bo nie spełnia swojego zadania. Żyłkę główną mam niewyszukaną, o średnicy 0,24–0,26 mm. Przypony natomiast są markowe, wiązane z plecionki o średnicy 0,04 mm, długości 25 cm. Haczyki mam mocne samozacinające w rozmiarach od 8 do 12. Rozmiar jest dobrany do przynęty i aktywności leszczy (haczyki te można również nabyć wiązane na 100-centymetrowych przyponach w różnych grubościach – to dobra oferta dla osób np. ze słabym wzrokiem). Gdy leszcze biorą ostrożnie, zakładam najmniejsze haczyki. Jeśli ryby wpłyną na płytką wodę, zmieniam koszyki na znacznie lżejsze lub zastępuję je oliwką i intensywnie donęcam małymi kulkami. 


NURTOWE LESZCZE

Szukam ich w nurcie, którego uciąg i głębokość mają średnią wartość w rzece. Rybne nurty znajdują się na odcinku, gdzie skręcający główny nurt lekko napiera na brzeg, a po wewnętrznej stronie tworzy się połać spokojniejszej wody przy dzikim brzegu. Używam tej samej zanęty i atraktora co w nocnym wędkowaniu. Mieszankę wyrabiam z gliną w proporcji 1:1, a jeśli nurt jest wyjątkowo słaby – udział gliny zmniejszam do minimum. Kule mają wielkość dużego jabłka i są solidnie sklejone. Podaję je kilka metrów powyżej zarzucania zestawu. Nurt jest w sam raz, gdy nie znosi koszyka o wadze 50–80 g (zależnie od wielkości rzeki). Zanęta musi być przesiana i dobrze wyrobiona, podawana w koszykach z dnem zamkniętym, ale z dużymi otworami. Tutaj używam najdrobniejszej pinki, zawsze martwej (parzę ją lub mrożę). Brania są szybkie i mocne, raz poderwany zestaw szybko się przemieszcza uniesiony nurtem. Leszcze są bardzo waleczne i energicznie trzepocą na wędce. Wiele z nich spada z haczyka. Zamiast grubej głównej żyłki zakładam plecionkę o średnicy 0,10 mm. Dzięki jej małej średnicy znacznie zmniejszam napór wody na linkę, co stabilizuje koszyczek. Przypony wiążę z tonącej plecionki przyponowej  średnicy 0,04 mm. Długość przyponów może być rozmaita i dlatego wiążę je na łowisku – 15 cm wówczas, gdy ryby biorą agresywnie, 35 cm – gdy są grymaśne oraz gdy w łowisko wpłynęły jazie i klenie. Aby nierozciągliwy zestaw lub brzana nie rozgięły haczyka, używam bardzo mocnego modelu z łopatką, w rozmiarze 12. W strefie ujścia dopływu bez trudu wysondujemy obszerne zagłębienie. Warto zarzucić lżejszy zestaw feederowy na wyjście z zagłębienia lub na początek. Zanętę w kulach zarzucam ręką, koszyczki mam szerokie otwarte, a przypony długie do 50 cm.

 


WĘDRÓWKI PO RZECE

W czasie niżówki zakładam spodniobuty, do torby pakuję: zapasowe przypony, spławiki 6-gramowe i szpule małego kołowrotka, haczyki nr 14 na przyponach długości 30 cm, oliwki z koszulkami igelitowymi o różnej wadze, krętliki, zasobnik z białymi robakami, 2 kg urobionej zanęty z gliną oraz 1 kg parzonej pszenicy w osobnym woreczku. Następnie uzbrajam 6-metrową spławikową wędkę. Oto cały mój arsenał. W ciągu dnia leszcze trzymają się nurtu, zwłaszcza na okresowo płytkim odcinku rzeki. Na pierwszy ogień biorę spowolnienia za przykosami, bo tam żerują nie tylko leszcze. Nie brodzę po jęzorze piachu, lecz poniżej rantu, tu dno zawsze jest twarde. Zatrzymuję się, gdy woda sięga do połowy bioder, zanęcam kilkoma kulkami parę metrów poniżej rantu, jak najbliżej nurtu. Po 15 minutach dorzucam kilka kulek. Jeśli leszcze tam stoją, brania mam w ciągu dwudziestu minut. Wyborne łowisko leży w międzytamiu. Brodząc, dochodzę w okolice napływu, zatrzymuję się 20–25 m powyżej tamy i rzucam kilka kulek na granicę spokojnej i nurtowej wody. Potem sypię kilka garści ziaren, które rozwleczone przez wodę prowokują leszcze do szukania ich na dużym obszarze. Zestaw zarzucam powyżej stanowiska, układam go i prowadzę spływem aż do tamy – tu często mam brania na przytrzymany zestaw. Lubię łowić w wolnym nurcie, o średniej głębokości 150 cm. Szukam płytszego miejsca w nurcie, staję w nim i spławiam zestaw poniżej siebie lub rzucam kilka metrów prostopadle w kierunku środka nurtu. Tutaj nęcę kulami nieco większymi, wrzucając po dwie i donęcając dwiema garściami ziaren – rzucam je dwa metry powyżej kul.

BOGDAN FEBER
Fot. autor, archiwum, M. Firlej

 

 


Wróć


Komentarz: grubypapa
2010-02-13
W tamtym roku na Wiśle koło grudziądza Leszcza żeby złowic to trzeba było miec takie szczescie ale jak nie leszcz to brały bardzo dobrze certy które uważam za rybe bardzo waleczną i jak rok po roku sytauacja na wiśle pogarsza sie i nie wiem dlaczego czy kłusownicy czy ryby w wisle nie ma ? a w sprawie leszczy to zgadzam sie ze wszystkim TO SKARB MNIEC NA HAKU LESZCZA TAKIEGO 2-2,5 KG POZDRAWIAM Z WISŁY

Komentarz: daro73
2009-09-29
zgadzam się z tytułem artykułu, bo nie ma nic piękniejszego niż hol 2-kilogramowego "skarbu" na żyłkę 0.12

Dodaj komentarz:
Twój nick:
Komentarz:
 

- R E K L A M A -



© 2006 - 2010 by Twoje Media Sp. z o.o. | Wszystkie prawa zastrzeżone. |Designed by DesignMediaSolutions
Kołobrzeg apartamenty

Targi 2010 Casting