Warto
podjąć wyzwanie i wybrać się na Dunajec, Poprad czy San, aby na nią zapolować.
Jesienią warto przyjechać nad górską rzekę z jeszcze jednego powodu – czysto
estetycznego. Nigdzie bowiem jesienna oprawa rzek nie jest tak piękna i
fascynująca jak w górach. Najbardziej
dogodnym okresem do podjęcia głowacicowej wyprawy będzie dla wędkarza
niezaprawionego „w bojach” druga połowa września i październik. Jest to okres
wyraźnie wzmagającej się aktywności żerowej głowacic, którym w tym czasie
wyjątkowo dopisuje apetyt. W związku z tym często żerują. Wszystko za sprawą
dość jeszcze wysokiej temperatury wody, w której procesy przemiany materii u
ryb przebiegają stosunkowo szybko. Co ważne, warunki pogodowe i temperatury
powietrza podczas wędkarskich wypraw nie są jeszcze w tym okresie tak
ekstremalne jak późną jesienią. Zwykle chłodne są tylko ranki i wieczory. Dni
natomiast są na tyle ciepłe, że możemy łowić lekko ubrani. Najwięcej głowacic
łowi się jednak w listopadzie i grudniu. Ale to już okres połowów dla wytrwałych,
zahartowanych wędkarzy, niebojących się ekstremalnych warunków i często
żmudnego i dość monotonnego ,,orania” wody aż do bólu, aby w jakimś momencie
wędkowania utrafić w krótki i coraz bardziej nieregularny okres żerowania tych
ryb. Ponieważ w miarę wychładzania się wody w rzece i zbliżania się jej
temperatury do 0°C okres trawienia pokarmu u głowacic przebiega coraz wolniej, więc
ryby polują teraz rzadziej – raz na kilka, a nawet kilkanaście dni. Nie należy
zatem szybko się zniechęcać, wręcz przeciwnie, trzeba się uzbroić w cierpliwość i wierzyć w sukces,
głowacica bowiem to ryba dla wytrwałych! MOCNY
SPRZĘT I DUŻE WOBLERY Głowacica
to silny, waleczny i wymagający przeciwnik. Wobec tego należy stosować mocny i
niezawodny sprzęt. W przeciwnym razie łatwo przegrać walkę już nawet z
kilkukilogramową rybą. Nie sposób więc pokusić się o jakąkolwiek finezję!
Podstawą jest szybkie i sztywne wędzisko, dające możliwość wykonania pewnego,
skutecznego (nawet z dużej odległości) zacięcia głowacicy, mającej wyjątkowo
twarde podniebienie. Wędka musi pracować przy dużym obciążeniu – w trakcie holu
ryby – parabolicznie! Powinna być nie tylko mocna, ale także w miarę możliwości
nie za ciężka, aby podczas kilku-, a nawet kilkunastodniowych wielogodzinnych
łowów nie męczyła boleśnie mięśni przedramienia i barku. Długość wędziska
raczej nie powinna przekraczać 3 m, a ciężar wyrzutu – 60 g. Nie mniej
istotny jest masywny, wytrzymały i nienagannie pracujący (nawet w niskich
temperaturach) kołowrotek. Powinien mieć szpulę o dużej pojemności i
precyzyjny, niezacinający się hamulec. Kolejnym
bardzo ważnym ogniwem zestawu jest żyłka, która w głowacicowych połowach jest
narażona na duże przeciążenia i tarcia. Musi więc być mocna i odpowiednio
gruba. Dobrej jakości 0,30 mm w dwustumetrowym zapasie na szpuli to dolna,
nieprzekraczalna granica. Bardziej bezpieczna i komfortowa w trakcie holu
będzie jednak 0,35 mm. Początkującym polecałbym zdecydowanie czterdziestkę.
Odradzam plecionkę! Jest nierozciągliwa, toteż przy sztywnym kiju w trakcie
holu spada zbyt dużo ryb, poza tym nasiąka wodą, a więc już przy lekko ujemnej
temperaturze powietrza sztywnieje niczym drut. Jest także bardzo podatna na
przecieranie się w trakcie tarcia o kamienie. Ostatnim
równie ważnym elementem zestawu jest agrafka, łącząca żyłkę z przynętą. Musi
być odpowiednio duża i mocna, o pewnym i niezawodnym zapięciu. Głowacicę
można skusić do brania różnymi przynętami. Przy połowie na spinning z pewnością
najatrakcyjniejsze są duże, 15–25-centymetrowe woblery, ponieważ kształtem, wielkością i
ruchem najbardziej kojarzą się z naturalnym pokarmem. Poza tym każda duża
polująca głowacica kalkuluje, za jaką rybką warto jej się ruszyć, a za jaką
nie. Mała pojedyncza rybka (Dunajec, Poprad) nie stanowi dla niej łupu wartego
wysiłku, toteż ani się do niej nie podniesie, ani na pewno za nią nie pogoni.
To, że wobler jest najskuteczniejszą przynętą na głowacice, potwierdzają wędkarskie
statystyki. Przynęta ta tak dużą łowność zawdzięcza także w znacznym stopniu wszechstronności
zastosowania, łatwo nią bowiem wszędzie dotrzeć, odpowiednio poprowadzić czy
przytrzymać w miejscu. Nie
wszystkie woblery jednak będą tak samo łowne i nie każdy będzie odpowiedni do
użycia w warunkach głowacicowych łowisk.
W szybkich nurtowo łowiskach – wlewy, wartkie rynny, bystrza – najlepiej
sprawdzają się woblery jednoczęściowe, płytko schodzące, o szybkiej i drobnej
akcji. W miejscach głębszych ze spowolnionym nurtem – przykosy, płanie, doły –
korzystniejsze jest użycie woblerów łamanych, dwu-, a nawet trzyczęściowych, o
wolnej, ale mocnej i szerokiej akcji. Najszersze zastosowanie mają woblery
pływające, schodzące maksymalnie do półtora metra pod powierzchnię wody. W tym
przypadku głębokość zanurzenia woblera, w zależności od sytuacji, reguluje się
poprzez podnoszenie (płytkie prowadzenie) albo opuszczenie (głębokie
prowadzenie) szczytówki wędki. Dominują dwie wersje kolorystyczne: srebrny z
zielonym, granatowym lub czarnym grzbietem oraz złoty czy też brązowy z czarnym
grzbietem. Chociaż niemal wszyscy łowcy głowacic zgodnie twierdzą, że od
wyglądu woblera ważniejszy jest sposób, w jaki się porusza w wodzie, to jednak
często używają własnoręcznie wykonanych woblerów, świetnie imitujących wyglądem
brzanki, lipienie i pstrągi. Duże
woblery, powyżej 20 cm, dobrze wabią i prowokują do ataku okazowe egzemplarze
głowacic, lecz ich poważną wadą jest to, że większość ryb podczas holu z nich
schodzi – szczególnie z tych jednoczęściowych, uzbrojonych tylko w dwie
kotwiczki. Bardzo trudno też atakującą taki wobler głowacicę skutecznie zaciąć.
Najmniej zawodne pod tym względem są woblery długości 12–18 cm i takie właśnie
są obecnie stosowane najczęściej.
MIEJSCE I
CZAS POŁOWU Bez
znajomości miejsc w rzece, w których przebywają głowacice, i koncentracji na
jednym bądź kilku z nich nie ma co myśleć o skutecznym wędkowaniu. Z
odnalezieniem takich miejsc, jeżeli tylko się wie, czego szukać, nie ma
większego problemu. Każdy bowiem głębszy fragment rzeki, czy też miejsce,
zamieszkują głowacice. Są to przeważnie głębokie doły (tzw. banie) i płanie, o
spowolnionym nurcie, z dużymi głazami i skalnymi blokami na dnie, a także
głębokie wartkie rynny, znajdujące się w środku lub na końcu kamienistych
bystrzy i przy podmytych brzegach na zakrętach rzeki oraz głęboko podmytych
kamiennych opaskach (umocnieniach brzegowych). Na
początku jesieni, kiedy woda nie jest jeszcze mocno wychłodzona, głowacice
zwykle wychodzą na żer w płytkie, szybkie nurtowo, dobrze natlenione wlewki,
dające początek przegłębieniu, bądź końcowe, wypłycające się fragmenty płani z
dużymi kamieniami i głazami. Nierzadko też polują na obrzeżach rynny, na
pograniczu głównego nurtu. Im bliżej zimy, tym chętniej przebywają w miejscach
o zwolnionym nurcie. Kiedy nocami zaczyna trzymać mróz, a od pierwszego śniegu
zabielają się góry, zwiastując początek zimy – co nierzadko zdarza się już w
pierwszej połowie listopada – głowacice przebywają cały czas i polują w obrębie
głębokiej i spowolnionej nurtowo wody. Jesienią,
gdy głowacice intensywnie żerują, nietrudno jest wytropić miejsca, w których
polują. Ich atakom na ryby towarzyszą bowiem głośne, niezwykle widowiskowe
manewry i rozbryzgi wody, powodowane przez umykające w popłochu ponad jej
powierzchnią nierzadko trzydziestocentymetrowe klenie i brzany. Jesienią, nawet
przy słonecznej aurze, można co prawda liczyć się z brakiem głowacicy w środku
dnia, ponieważ zdecydowana większość brań ma miejsce przed wschodem słońca i po
jego zachodzie. Najkorzystniejszy jest przedświt i pierwsze dwie godziny po
świcie. W drugiej kolejności – późny wieczór, na dwie godziny przed zmrokiem
oraz pierwsza godzina po zapadnięciu ciemności. Jeżeli oczywiście zezwalają na
to lokalne przepisy i nie koliduje to z regulaminem połowu ryb. Późną jesienią
i zimą, kiedy dzień jest krótki, a aura ,,pod psem” – silny wiatr, deszcz,
śnieg, niebo pokryte ciemnymi chmurami, pierwsze przymrozki – warto się
przyłożyć do wędkowania w ciągu całego dnia, odwiedzając kilka znanych i
pewnych głowacicowych miejscówek. Takie warunki pogodowe mają bowiem bardzo
korzystny wpływ na żerową aktywność głowacic i – co się z tym wiąże – wędkarski
sukces.
TAKTYKA I
TECHNIKA Gdyby
ktoś mnie zapytał, jak złowić głowacicę, odrzekłbym bez chwili wahania:
konsekwentnie, cierpliwie i z uporem maniaka! Nie "skakać” po rzece dzień w
dzień po coraz to nowych miejscach, licząc, że może w końcu, gdzieś tam...
szczęście się do nas uśmiechnie. Moim zdaniem najkorzystniej jest skupić się na
jednym konkretnym łowisku lub fragmencie rzeki. Najlepiej takim, gdzie presja
wędkarska jest niewielka ze względu na różnego rodzaju niedogodności – np.
trudny dojazd, dojście czy też mocno utrudnione lub ograniczone poruszanie się
i wędkowanie w obrębie łowiska. Radzę zadać sobie trochę trudu i znaleźć takie
swoje miejsce w rzece, w którym – w przeciwieństwie do miejsc powszechnie
znanych i codziennie obleganych przez wędkarzy – nie panuje tłok, a głowacice
nie są skłute i systematycznie płoszone. Warto skupić szczególną uwagę na
miejscach dość niepozornych, jak np. niezbyt imponujący dołek czy rynienka lub „warkocz”
nurtowy za samotnym głazem, gdzie jest chociażby nieco ponad metr wody. Każde
nowe miejsce należy dobrze rozpoznać, sprawdzając, którędy tam dojść, jak jest
głęboko, jak układa się nurt, jak są rozlokowane nurtowe przeszkody (bloki
skalne, głazy, duże kamienie), gdzie stoi drobnica i skąd najlepiej rzucać
przynętą, aby w późniejszym okresie, łowiąc tam przy słabej widoczności
(brzask, zmrok), czuć się pewnie i bezpiecznie. 
Wiele
także zależy od tego, jak zaprezentujemy przynętę i poprowadzimy ją w
wytypowanym łowisku. Wobler mający sprowokować głowacicę do ataku powinien się
poruszać jak najwolniej! W związku z tym w miejscach szybkich nurtowo korzystne
są rzuty przynętą na ukos (pod kątem ostrym) w dół rzeki i sprowadzanie jej na
napiętej żyłce w poprzek nurtu. Jeżeli to
możliwe, dobrze jest wejść w wodę i ustawić się w nurcie tak względem
obławianego łowiska, aby można było przytrzymać przynętę w miejscach, gdzie się
spodziewamy obecności głowacicy. Uderzenie ryby następuje zwykle w momencie
wpływania przynęty w jej stanowisko albo kiedy przytrzymywana stoi w miejscu.
Następnie ściągamy wobler do siebie obrzeżem wypłycenia i pograniczem
spowolnień nurtowych, ponieważ w tej strefie wody chętnie przebywa znaczna
część białorybu i głowacice często tu polują. Natomiast
w wartkich, głębokich i szerokich rynnach korzystnie jest łowić w poprzek
nurtu, rzucając wobler na krawędź po drugiej stronie rynny i sprowadzając go
bez zwijania żyłki, na uniesionym do góry wędzisku. Przynęta pracuje wówczas
pod naporem wody, bez kręcenia kołowrotkiem. Spowolnione
nurtowo płanie obławia się na trzy sposoby. Tam, gdzie na płani utrzymuje się
jeszcze wyraźny warkocz nurtu, wobler zarzuca się ukośnie w dół, z nurtem wody.
Dalej, im uciąg nurtu jest słabszy, zarzuca się bardziej w poprzek rzeki. Na
końcu płani, w miejscu, gdzie nurt jest już najsłabszy, zarzucamy przynętę
ukośnie pod prąd i jak najwolniej ściągamy z prądem. Tak samo łowi się w
głębokich, najbardziej obleganych przez wędkarzy „baniach”. Wobler,
nawet w głębokich miejscach, korzystniej jest prowadzić nie za głęboko, dzięki
czemu zapobiega się częstemu zakleszczaniu przynęty między kamieniami i jednocześnie
chroni się ją przed zaczepami i rwaniami. Głowacicy natomiast, jeśli nie
żeruje, i tak nie uda się złowić, gdy zaś poluje i ma ochotę zaatakować
przynętę, to ma pod obstrzałem całą głębokość wody i schwyci wobler w każdym
miejscu.
PROBLEM
ZACIĘCIA I HOLU Porządne
zacięcie głowacicy nie zaszkodzi, jednak na pewno nie ma takiego znaczenia, jak
sądzi część wędkarzy łowiących te ryby. Dowodzi tego chociażby przypadkowe
łowienie głowacic na mniejsze przynęty pstrągowe. To prawda, że głowacica ma
twarde podniebienie i potrafi niezwykle mocno zacisnąć szczęki na przynęcie, co
faktycznie często utrudnia skuteczne zacięcie i pewny hol. Jest jednak na to
rada – nie należy używać zbyt dużych woblerów. Głowacica atakująca mniejszą
przynętę nie chwyta jej w poprzek czy w pół, zaciskając na niej szczęki, lecz
chwyta ją w całości, „zamykając” w paszczy, co przy dużej przynęcie jest bardzo
często niemożliwe. Jeżeli cały wobler z kotwiczkami znajduje się w paszczy
ryby, to szansa skutecznego zacięcia jest niemal stuprocentowa i z wędki ryba
schodzi bardzo rzadko, jedynie w przypadku zerwania żyłki lub rozprostowania
kółek łączeniowych czy kotwiczek. Głowacicy
nie należy także holować zbyt gwałtownie, ponieważ im większy stawia się jej
opór, tym ostrzejsza jest jej reakcja! Kiedy jest holowana łagodnie, to
zachowuje się spokojnie, nie wyczyniając żadnych szaleństw, rzadko też puszcza
trzymany w pysku wobler.
Andrzej
Konowrocki Fot. autor,
O. Portrat
|